niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 2

Wiem, że tego teraz nikt nie przeczyta, nie w Święta, ale potem będę miała utrudniony dostęp do komputera (horda kuzynów na głowie), więc publikuję teraz. Enjoy!

Rozdział 2
Błyskawica
Otworzyłam drzwi i usiadłam przy oknie z westchnieniem ulgi. Nareszcie udało mi się znaleźć pusty przedział! Od razu wyciągnęłam nowy podręcznik do eliksirów i zaczęłam czytać. Nie mogłam się jednak skupić, więc odłożyłam książkę  i wpatrzyłam się w migający za oknem krajobraz pól, pastwisk, wsi i wzgórz.
Jechałam do Hogwartu, by zacząć bardzo ważny, piąty rok nauki. Pod koniec czekały mnie SUM-y. Musiała dostać przynajmniej sześć „wybitnych”, inaczej matka chyba wywaliłaby mnie  z domu. Prawdę mówiąc, nie miałam pomysłu na życie po zaliczeniu owutemów. Chciałabym pracować wszędzie, tylko nie w ministerstwie, najlepiej na posadzie związanej z eliksirami albo transmutacją.
Nie wiedziałam, czy cieszę się z powrotu do Hogwartu. Z jednej strony miałam dość spotykania mojego brata na każdym kroku, wyniosłości mojej matki  i nudnych przyjęć rodzinnych. Hogwart był magicznym miejscem, które pokochałam od pierwszego wejrzenia. Jednak były tam też osoby, które mnie nie znosiły (Ślizgoni), które od mojego pojawienia się w Szkole Magii wepchnęły mnie do szufladki z napisem „Malfoy, wredna żmija” (Gryfoni) i traktowali z uprzejma, nieco zdziwioną obojętnością (Puchoni i Krukoni). Dziewczyny z mojego pokoju przy każdej okazji wyśmiewały się ze mnie. Wiecznie słyszałam złośliwe szepty na swój temat, a nawet głośne rozmowy w pokoju wspólnym. W złych chwilach rzucałam się w wir nauki, zaciskając zęby, ale to nie zawsze pomagało…
Po prawdzie znałam kilka osób, które mnie lubiły. Pani Pince podzielała moje zamiłowanie do książek i zawsze służyła mi radą, ale to nie była nawet dobra znajoma. Mimo wszystko – to była nauczycielka. Wśród nich wielu traktowało mnie przyjaźnie. Tak naprawdę moją jedyną przyjaciółką była moja babcia. Zawsze mnie rozumiała, akceptowała moją inność. Mogłam jej powiedzieć o wszystkim: o nauce, wyśmiewających się ze mnie Ślizgonkach i innych zmartwieniach. Zawsze potrafiła mi dobrze doradzić.  Była kopalnią wiedzy, pamiętała setki interesujących historii. Zmarła kilka lat temu. Dobrze to pamiętałam: szok, potem ciężar w piersi  i łzy, które nie chciały przestać płynąć. Czerń i nieruchome ciało babci, jej spokojna twarz. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że może warto byłoby umrzeć  i wyzbyć się wszystkich trosk…
Mimo samotności byłabym dosyć zadowolona  z życia, gdyby nie Czarny Pan. Uczyłabym się interesujących rzeczy o magii, odkrywała tajemnice Hogwartu, zatapiałabym się w różnych książkowych historiach. Nawet taka namiastka szczęścia nie była mi dana. Dlatego, że moi rodzice byli śmierciożercami.
Zastanawiałam się nad tym, że Draco jest śmierciożercą. Nie mogłam się temu nadziwić. Szesnastolatek sługą czarnego Pana? Po co? Czyżby miał do spełnienia jakąś misję w Hogwarcie? Zadrżałam. Byłam obciążona odpowiedzialnością za jego czyny, gdyż byłam członkinią rodu Malfoyów. Mimo, że był ode mnie starszy, rodzina uważała, że jestem od niego dojrzalsza. Zgadzałam się z tym. Oczywiście nie mogłam tak prostu na niego donieść. To był mój brat. Poza tym jeszcze większe podejrzenie padłoby na nasz ród. Już aresztowanie mojego ojca chyba wystarczało. Postanowiłam, że będę go pilnować. Jeśli ma zamiar zrobić coś niebezpiecznego, spróbuję go powstrzymać. Oczywiście nie wiedziałam o żadnym zadaniu od Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Moja matka i on mi nie ufali. Dość słusznie zresztą.
W moich oczach wezbrały mi się łzy. Dlaczego?! Dlaczego urodziłam się w tej rodzinie? Dlaczego nigdy tak naprawdę nie miałam wolności wyboru co do moich przekonań?! Czy to sprawiedliwe?!
Nadjechał wózek ze słodyczami. Kupiłam sobie pudełko czekoladowych żab, fasolki wszystkich smaków, paszteciki dyniowe i pałki lukrecjowe. Pogryzając to wszytko, zagłębiłam się w lekturze podręcznika do transmutacji. Był naprawdę fascynujący! Już nie mogłam się doczekać zaklęć: pojawiającego i znikającego!
*
W pewnym momencie (krajobraz za oknem wyraźnie zdziczał, robiło się coraz ciemniej) usłyszałam jakiś hałas i przekleństwo. Usłyszałam głos mojego brata. No tak, musiałam usiąść  w przedziale obok niego i jego kumpli. Zaczęłam przysłuchiwać się ich rozmowie.
Draco: - Ej Zabini, to czego chciał ten Slughorn?
Jaki Slughorn? – pomyślałam.
Blaise:  - Po prostu próbował urobić sobie ludzi, którzy mają dobre znajomości. Ale wielu takich nie znalazł.
Draco: - Kogo jeszcze zaprosił?
Zabini: - Mc Laggena z Gryffindoru.
Malfoy:  - No tak, jego wujek to szycha  w ministerstwie.
Blaise: - …i takiego jednego z Ravenclawu, nazywa się Belby…
Parkinson: - Jego? Przecież to palant!
Zabini: - …i Longbottoma, Pottera, i te siuśkę Weasley.
Draco (wzburzony): - Zaprosił LONGBOTTOMA?
Westchnęłam cicho.
Blaise: - No, chyba tak, skoro Longbottom tam był.
Malfoy: - Ale co Slughorna w nim zainteresowało?
Milczenie.
Draco: Potter, ten słynny Potter… No tak, chciał sobie popatrzeć na Wybrańca, ale ta Weasley! Co w niej jest takiego wyjątkowego?
Parkinson: - Wielu chłopakom się podoba. Ej, Blaise, tobie też, a wszyscy wiemy, że ciebie trudno zadowolić!
Zabini (pogardliwie, zimno): - Nie dotknąłbym tej małej, plugawej zdrajczyni krwi, choćby nie wiem jak wyglądała.
Zazgrzytałam zębami. Ginny była w porządku, tylko nie rozumiałam, jak można zakochać się w Wybrańcu. Wiedziała o tej miłości cała szkoła. Oczywiście oprócz samego Pottera.
Malfoy: - Fakt, Slughorn nie ma najlepszego gustu. Może trochę dziecinnieje. Szkoda, mój ojciec zawsze mówił, że za jego czasu to był wielki czarodziej. Ojciec należał do jego ulubieńców. Slughorn pewnie nie wiedział, że jestem w pociągu albo..
O co tu biega? Ten Slughorn tworzy sobie jakiś fanklub czy co?
Blaise: - Na twoim miejscu nie liczyłbym na zaproszenie. Zapytał mnie o ojca Notta. Musieli się kiedyś przyjaźnić, ale…
Przestałam ich słuchać. Czas było się przebierać. Po chwili usłyszałam zresztą ruch w ich przedziale. Pociąg stanął. Korytarze wypełniły się uczniami. Już miałam wyjść z przedziału, gdy usłyszałam, jak Draco mówi:
- Ty idź. Muszę coś sprawdzić.
Po chwili na korytarzu pojawiła się samotnie Pansy.
Po co mój brat miałby zostawać dłużej w swoim przedziale? Postanowiłam się przekonać.
Po chwili ciszy usłyszałam:
- Petrificus Totalus!
Zamurowało mnie. Na kim użył tego zaklęcia?
- Tak myślałem. Usłyszałem cię, jak Goyle ściągał kufer. I chyba zobaczyłem, jak coś białego mignęło mi w powietrzu, kiedy wrócił Zabini… To ty zablokowałeś drzwi, kiedy Zabini chciał je zamknąć, tak?
Milczenie.
Cichy chrupot.
- To za mojego ojca. A teraz…
Szelest jakiegoś materiału.
- Myślę, że nikt cie nie znajdzie, póki pociąg nie wróci do Londynu. No, to do zobaczenia, Potter, chyba.. żebyśmy się już nie zobaczyli.
Trzasnęły drzwi i Draco przeszedł obok mojego przedziału.
Miałam kilka sekund na zastanowienie, inaczej sama pojechałabym do Londynu. Miałam złośliwą i niezbyt szlachetną ochotę zostawić tu tego zadufka Pottera, ale podjęłam inną decyzję.
Wyszłam z przedziału i skierowałam się do sąsiedniego. Otworzyłam drzwi i … nikogo nie zobaczyłam! Jak to możliwe?
„Może rzucił na niego zaklęcie zwodzące. Ale … szelest.. może zarzucił na niego pelerynę – niewidkę?” – pomyślałam.
Uklękłam i pomacałam ręką dookoła. Udało mi się chwycić za rąbek materiału. Pociągnęłam za niego i zobaczyłam spetryfikowanego Pottera ze złamanym nosem.
Westchnęłam. Wyszeptałam przeciwzaklęcie na pełne porażenie ciała i naprawiłam mu nos.
Na jego twarzy odmalowało się zdumienie i zapytał:
- Malfoy?           
- Tak, Potter, Malfoy. – odparłam sarkastycznie.- Chodź. Musimy wyjść szybko z pociągu, inaczej…
Poczułam, jak Expresu Hogwart zaczyna ruszać.
- Szybko! – krzyknęłam.
Pognaliśmy do wyjścia i w ostatniej chwili wyskoczyliśmy w noc.
Udało mi się zachować równowagę., w przeciwieństwie do Pottera. Cierpliwie, lecz pogardliwie poczekałam, aż się podniesie i otrzepie. Kiedy stanął na nogi, oznajmiłam;
- Chodźmy. Może jeszcze zdążymy na ucztę.
Ruszył za mną posłusznie. Najwyraźniej był  w szoku. Mijaliśmy w milczeniu zanurzone w mroku ogródki i domki. Gdy minęliśmy ostatnie zabudowania i powlekliśmy się  błotnistą drogą, która zwykle jeździliśmy do Hogwartu powozami zaprzęgniętymi w testrale, odezwał się niepewnie:
- Jesteś Malfoy’ówną, jego siostrą, dlaczego mi pomogłaś?
Noż po prostu! Miałam już tego dosyć! Wyładowałam na niego całą moją złość:
- Oczywiście! Każdy, kto nazywa się Malfoy musi być wredny, tak? Każda Ślizgonka musi być jadowitą żmiją, co nie? No a Gryfoni to są idealni, szlachetni, bez żadnej skazy, prawda? Jakżeby inaczej! Nienawidzę tych stereotypów! To nie moja wina, że urodziłam się w akurat tej rodzinie! Ale to nikogo nie obchodzi! Ważne jest tylko nazwisko i wybór zakichanej Tiary Przydziału, która też obchodziło w tej decyzji tylko moje pochodzenie!
- Myślałem, że …no wiesz, geny… poza tym, rodzinna solidarność….
- Myślałeś! Wielki Potter POMYŚLAŁ! Jesteś taki wkurzający! Wielki bohater! Och, cóż za łaska rozmawiać z Wybrańcem! Masz obsesję na punkcie ratowania świata! Nie jest trudno być bohaterem, jeśli sam Czarny Pan przeznaczenie, ludzie cię wybierają! O wiele trudniej jest działać zgodnie z sobą wbrew całemu świata!
- Słuchaj i spróbuj zrozumieć. – powiedział cicho. -  Nie prosiłem o to, by Voldemort zabił moich rodziców. Często tęsknię za tym, żeby być zwykłym nastolatkiem. Sława jest nużąca. Świat ratuję nie dla sławy czy własnej satysfakcji, tylko po prostu z obowiązku. Męczącego obowiązku. Dopóki go nie zabiję, będę zawsze samotny.
Zamilkłam. Czułam się trochę głupio. Może on mówi prawdę? Może ja się uprzedziłam? Może ja mu po prostu zazdroszczę?
- Wiesz, ja też jestem samotna. Wiem, co to znaczy. Jednak wydaje mi się to trochę dziwne… sławny, a jednocześnie sam…
- Nigdy nie byłaś w tej sytuacji. Nie wiesz, jak to jest. – odparł  z goryczą.
- No nie. – przyznałam. – I, prawdę mówiąc, fajnie by było wiedzieć.
Byliśmy już  w połowie drogi przez błonia Hogwartu, gdy zobaczyłam ciemną postać zmierzającą w naszym kierunku. Zacisnęłam dłoń na różdżce, ale się nie odezwałam. Potter też ją zauważył, bo zesztywniał. Kiedy byliśmy już blisko zakapturzonej osoby, zawołałam:
- Kim jesteś? Czego chcesz?
Na te słowa postać zrzuciła kaptur i zapaliła różdżkę. W jej mlecznym świetle ujrzałam twarz kobiety o krótkich, różowych (!) włosach. Potter najwyraźniej ją znał, bo wykrzyknął:
- Tonks!
- Co się stało, Harry? Kto to jest? – zapytała, patrząc na mnie nieufnie.
-  Podsłuchiwałem Malfoy’a, on mnie nakrył i zaatakował. Pomogła mi ona,  jego siostra. Inaczej pojechałbym do Londynu spetryfikowany pod peleryną – niewidką.
- Jestem Eveline Malfoy, młodsza siostra Dracona. – rzuciłam.
- Miałam za zadanie sprawdzić ,co się stało, gdy nie pojawiłeś się na uczcie. Dziękuję za pomoc, panno Malfoy. Musze wysłać wiadomość do zamku, że cie  znalazłam i wszystko jest w porządku.
Wyciągnęła różdżkę i powiedziała;
- Expecto Patronum!
Przed nimi pojawił się jakiś srebrzysty czworonóg, który pobiegł  w kierunku szkoły.
- No to idziemy. – powiedziała beznamiętnie. Wyglądała mizernie, jakby traciła chęć do życia.
Ruszyliśmy za nią do bramy Hogwartu. Kiedy Tonks  w nią zastukała , szepnęłam:
- Rozejm?
- Dobra, zawieszenie broni. – zgodził się, pierwszy raz się uśmiechając.- Oby nasze ścieżki kiedyś  jeszcze się skrzyżowały.
- Ten ostatni tekst to z jakiejś indiańskiej książki?
- Zapewne.
Zaśmialiśmy się cicho.
***
Wpakowałam w siebie wielki kawał ciasta z bitą śmietaną i popiłam sokiem dyniowym.
 - „To jest życie” – pomyślałam, rozciągając się wygodnie na krześle. Obok mnie nikt nie siedział. Nikt nie chciał mieć ze mną, nudna, nietowarzyską, nieprzyjemną osobą do czynienia. Kiedyś cierpiałam z tego powodu. Teraz miałam to gdzieś. Wolałam tu zostać niż iść do przeludnionego dormitorium i być przeszywana dziesiątkami ukradkowych spojrzeń, albo do swojego pokoju, które dzieliłam z rozchichotanymi idiotkami.
Dumbledore zaczął przemawiać, ale nie miałam siły i ochoty go słuchać. Załapałam tylko, że Slughorn to nowy nauczyciel od eliksirów, a OPCM będzie uczył Snape. Dziwne. Nie wiedziałam tego na pewno, ale Snape mógł być śmierciożercą. Dumbledore zatrudniający na takim stanowisku byłego (?) sługę Czarnego Pana? Podejrzane.
Po sprawach organizacyjnych dyrektor przeszedł do ostrzeżenia nas przed Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Na Sali zapadła cisza. Tym razem słuchałam go uważniej. Poprosił o zachowanie środków ostrożności i bezpieczeństwa.
Nagle wrota w Wielkiej Sali otworzyły się. Tysiące oczu zwróciło się w tamtą stronę. Ja też tam spojrzałam. Na progu stali profesor McGonnagal i chłopak w czarnej pelerynie. Ruszyli środkiem Sali. Wszyscy oglądali się za chłopakiem.
Pomimo, że był w pelerynie, widać było, że jest dobrze zbudowany i dość wysoki. Miał bladą, białą jak kość słoniowa karnację i piękne, płynne rysy twarzy. Jego aksamitnie czarne, falujące włosy do ramion lśniły w blasku tysięcy świec. W pewnym momencie spojrzał na mnie. Na ułamek sekundy zatonęłam w jego pięknych, hipnotyzujących, szarych, mających w sobie jakby światło błyskawicy oczach. Minął mnie. Otrząsnęłam się natychmiast. Po Sali przetoczyły się westchnienia zachwytu dziewcząt. Chłopcy nie byli tak zadowoleni z przybycia chłopaka.
- „Nie obchodzą mnie macho i flirciarze”. – powiedziałam sobie stanowczo.
Profesor Dumbledore wstał i oznajmił:
- To wasz nowy kolega, Ariel Alexander Stormynight*. Ma 15 lat. Dotąd uczył się prywatnie, w domu. Od dziś będzie uczniem Hogwartu na piątym roku.
(Większość dziewczyn starszych lub młodszych od niego jęknęło.)
- Teraz odbędzie się jego Przydział do domu.
Nowy usiadł na stołku i profesor McGonnagal nałożyła na jego głowę Tiarę Przydziału. Po chwili ciszy stary kapelusz (nie darzyłam go wielkim szacunkiem)  wykrzyknął:
- Slytherin!
Nie mogłam nie przyznać, że jakaś część mnie cieszyła się z tego wyboru Tiary…
*wiem, że Ariel kojarzy się  z Małą Syrenką, ale ja lubię to imię.  Kojarzy mi się z Arielem z „Burzy” Szekspira. Poza tym pasuje do jego burzowego nazwiska (Burzowa Noc), gdyż oznacza ogień boży, a błyskawice były uważane za karę bożą. Alexandrem nazwałam go dla tych, którym Ariel nie pasuje.
***
A więc nareszcie! Kłótnia z  Potterem (ach, jaki on jest wkurzający!) i przybycie Ariela. Jak się domyślacie, będzie on bardzo ważny w tym opowiadaniu… Podsumowując: myślę, ze ten rozdział mi się udał. A Wy, co sądzicie?
P.S. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak nie cierpię Pottera. W sumie nie wiem, ale mam taką fazę, że mam dosyć wybrańców, którzy po raz enty ratują świat. Harry raczej taki nie jest, ale co ja mogę poradzić na to, co mi się ubzdura?

7 komentarzy:

  1. No no, bardzo ciekawy rozdział.
    Znów przeplotłaś sceny z książki oraz własne dodatki. Mówiąc szczerze, nie sądziłam, że Eveline pomoże Harry'emu, ale podobał mi się ten gest, ich kłótnia i chwilowy ,,rozejm''. Też nie wiem, dlaczego Potter został tak zmieszany z błotem, ale rozumiem, że taki punkt widzenia mają Ślizgoni - że to maniak ratowania świata. Cieszę sie, że Harry odparował Eve, bo w końcu było tak jak mówił. Nie wybrał sobie takiego losu i wielokrotnie marzył, aby być zwyczajnym uczniem.
    Widzę też, że w tym rozdziale pojawił sie nieco przekształcony cytat z belki. Podoba mi się, jest taki...życiowy ;)
    Zaciekawiło mnie wejście tego chłopaka o osobliwym imieniu. Nie mogę się doczekać rozwinięcia tej postaci, choć trochę zraziło mnie to, że do szkoły przybył wielki przystojniak, który podobił serca wielu dziewczyn, a uwagę oczywiście zwrócił na główną bohaterkę(znaczy się spojrzał jej w oczy). Wiem, że za bardzo się czepiam, ale przez ten idiotyczny Zmierzch stałam się wrażliwa na tym punkcie.

    Dobrze, to tyle. Mam nadzieję, że miałaś udane święta, a sylwester spędzisz jeszcze lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę zaspoileruję: nie będzie od razu wielkiej miłości, a Ariel to raczej outsider. Żadnych wampirów, przysięgam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział ciałkiem interesujący. Lubię czytać o dobrze znanych, kanonowych wydarzeniach z perspektywy kogoś innego, a w tym przypadku nowego. Pomysł na podmienienie Tonks na Eveline bardzo dobry. Małe starcie Potter - Malfoy również okazało się ciekawe. Miło czasami przeczytać, jak te dwa "nazwiska" obrzucają się argumentami, a nie wyzwiskami. No i bardzo się cieszę z rozejmu, bo jestem wierną fanką Harry'ego pomimo jego "bohaterstwa", które mu tu wytknęłaś.
    Co mi się nie podobało? Bardzo zakuło mnie w oczy to, że Tonks u Ciebie miała różowe włosy. Wiem, że się czepiam, bo to nie ma żadnego znaczenia, ale mi nie pasuje, bo właśnie szczególnie wtedy, Tonks nie miała różowych włosów.
    No i na początku, podczas rozmyślań, Eve nagle zbiera się na płacz, a w następnej chwili kupuje sobie słodycze. Zabrakło mi jakiegoś przejścia między tymi stanami.
    Co do Ariela to imię mi zupełnie nie przeszkadza. Jakby mogło skoro sama umieściłam w swoim opowiadaniu "Balto"? XD Jego przybycie wywołało we mnie mieszane uczucia. Zgadzam się tutaj z Marzycielką - wyszło okropnie szablonowo. Zgrzytnęło mi również to, że trafił do Slytherinu. To było do przewidzenia.
    Uważaj również na powtórzenia, bo wyłapałam ich kilka. Aha! I błagam, nie używaj skrótów w opowiadaniu, bo aż mnie serce boli ;c
    Poza tymi zastrzeżeniami, to rozdział mi się podobał.
    Pozdrawiam i życzę Szczęśliwego Nowego Roku! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, uwielbiam ten rozdział ^.^ Kłótnia Eve z Potterem i te argumenty są same w sobie bardzo składne i takie no ten... Dobre po prostu. Eveline jest bohaterką, której nie sposób nie lubić. Uwielbiam twój styl, jest wciągający, dokładny i emocjonujący. Ariela ja tam lubię xD I wiesz co zrobić by nie było szablonowo, prawda? (oczy kota ze shreka) Muuuusisz tak zrobić, noooo :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakochałam się w Twoim opowiadaniu!! Temat jest tak ... Obcykany, że głowa boli, a Ty ... Stworzyłaś go na nowo! Chwała Ci za to! Fajnie jest poznać tę samą wersję innymi oczami. Dziękuję, że zrobiłaś to za pomocą Ev! To było genialne. Lubie ją. Aha. I jeszcze Malfoy. Mój Malfoy! Jak czytałam o tej kłótni? Jej! Genialne!! Pisz szybko. Bardzo szybko!! [new-deal-2012.blogspot.com --> u mnie są już dwa rozdziały --> zapraszam :) ] pisz szybko!!

    OdpowiedzUsuń
  6. jej, nawet nie wiesz, jak miło mi przeczytać, że ktoś, kogo nie trzeba było zapraszać (jeśli dobrze pamiętam), czyta moje opko. Byłabym zachwycona, gdybyś skomentowała moje poprzednie posty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Początek drugiego rozdziału i powtarzasz nam, że Twoja bohaterka jest samotna. I przykro jej z tego powodu. I w ogóle świat jest zły i nawet jedyna osoba, która ją rozumiała już nie żyje. I jeszcze jest Czarny Pan, a fe, i rodzice Śmierciożercy! I co ona biedna pocznie teraz?! Przecież świat jest taki mroczny, smutny, wszyscy się nad nim pastwią, a kotki mają wściekliznę!
    Jest dojrzalsza i jej nie ufają... No spoko. Myślałam, że raczej wyklinają córkę i uważają ją za nic niewartą. Dojrzałości by raczej nie dostrzegli, może przeciwnie - toż to dziecko jeszcze, nawróci się i uzna tradycję rodzinną.
    Wielkie litry zmykają Ci jak króliki.
    Dlaczego w rozmowie podsłuchanej w pociągu, używasz zapisu typowego dla sztuk a nie prozy?
    Sytuacja w pociągu zabrałaby, wnioskując z Twojego opisu, najwyżej minutę, może dwie. Pociąg nie zdążyłby ruszyć. Ba, powiedziałabym, że prawdopodobnie wozy by jeszcze nie ruszyły, nie wszystkie, w każdym razie. W końcu zawsze był taki rozgardiasz...
    A teraz taka uwaga bardziej do książki - zawsze mnie dziwiło, dlaczego nigdy nie sprawdzano obecności po tym, jak wysiadają z pociągu. Zwłaszcza teraz - nikt nie zastanawia się czy ktoś nie zniknął?
    Potter pomyślał. I zmusił bohaterkę do tego samego, jakże trudnego, zadania. Serio egocentryczka z niej. Wszyscy mają dobrze i są cholernie szczęśliwi prócz niej, tak? A guzik. Niech sobie w końcu uświadomi, że nie jest centrum wszechświata i przestanie wszystkich wkurzać. Sama mam ochotę pobawić się w Dracona i ją trochę podręczyć. Nieco brutalniej, tak Cruciatusem... No i oczywiście jest ponad to, by się zakochać w pierwszym lepszym przystojniaku. Nie będzie wzdychać do takiego typa, w którym kocha się pół szkoły. I jeszcze skubaniec jest przystojny! To tylko pogarsza sprawę.
    Tak bardzo starasz się dobrze zarysować postać, że nijak Ci nie wychodzi. Z tego co piszesz o bohaterce pod postami, chcesz ją wykreować w zupełnie inny sposób. Tymczasem wychodzi na to, że dziewczyna jest typową, sztampową Marry Sue. Wspaniała, zakochana w sobie w pogardzie mająca każdego - od rodziny, przez wielkiego Pottera na nieznajomym przystojniaku kończąc. Powtórzę - egocentryczka i, niestety, niezła suka. Chciałabym powiedzieć o niej coś pozytywnego, ale nie bardzo mogę.
    Nie to, że ktoś by się zdziwił pojawieniem chłopaka pod koniec uczty. I nie żeby coś można wyjaśnić dlaczego tak...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń