wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 1



Przepraszam za opóźnienie. Sama musiałam dodać tego posta, bo moja beta nie raczyła sprawdzić poczty (Myksa, zamorduję;). No wiec.. skoro już powstał wstęp, to należałoby coś sensownego napisać... hmmm... Enjoy!;) 

Rozdział 1
 Cień

Chlust! Struga czegoś płynnego i lepkiego wylądowała mi na głowie. Na wpół śpiąca, otworzyłam oczy i … zmartwiałam. Mój pokój zamiast zielono – fioletowy był zielono – srebrny!
Z mojego gardła wydarł się wrzask:
- Zamorduję cię, Draco!
Wyskoczyłam z łóżka i spojrzałam w lustro. Byłam cała w zielonej farbie. Podobnie jak moja pościel.  
Gotując się ze wściekłości, wypadłam za drzwi i pobiegłam cichym, białym korytarzem. Skręciłam w lewo i wpadłam jak burza do pokoju mojego kochanego brata. Nie było go tam. Cofnęłam się i pospieszyłam dalej. Po chwili dotarłam do dużych, czarnych drzwi i bez namysłu otworzyłam je na oścież.  Wrzasnęłam:
- Gdzie jest Draco?!
W chwilę później dotarło do mnie, że jestem cała zielona, a w salonie siedzą moja matka i profesor Snape.
Moja matka powiedziała lodowato zimnym głosem:
- Draco jest w kuchni. Na marginesie może lepiej najpierw się sobą zajmij.
Snape posłał w moją stronę  kpiący uśmieszek.
Nieco uspokojona i speszona incydentem w salonie ruszyłam w stronę kuchni. Tak jak powiedziała matka, w kuchni siedział Draco i jadł śniadanie. Na mój widok roześmiał się tym swoim zimnym, krótkim śmiechem i zapytał:
- I jak ci się teraz podoba twój pokój?
- Jak śmiałeś!!!- wydarłam się.- Zniszczyłeś mi cały wystrój wnętrza!
- Nie zniszczyłem, tylko poprawiłem.
-  Zniszczyłeś!
- Poprawiłem!
- I zalałeś mnie i moje łóżko farbą!
- To był taki mały bonusik. Wyglądasz teraz bardzo … oryginalnie.
- Okropnie!
- Dzieci, co wy wyprawiacie! – do kuchni weszła matka. – Jak ty wyglądasz, Eveline!
Opadłam zrezygnowana na krzesło  i zaczęłam szlochać. Może ten incydent wydawać się komuś śmieszny, ale nie na moim miejscu. Takie zdarzenia były na porządku dziennym  w willi Malfoy’ów. Ja nienawidziłam brata, on nienawidził mnie. Według niego ja byłam kujonką siedzącą non stop z nosem w książkach, a według mnie on był jadowitą, pastwiącą się nad słabszymi żmiją. Rodzice myśleli o mnie podobnie jak mój brat. Mama uważała, że za mało dbam o swój wygląd i dumę. Ojciec otwarcie mówił, że przynoszę wstyd naszej rodzinie. W ich sercach była dla mnie tylko pogarda i zimno.  Mogłam sobie pozwolić na wszystko oprócz ich miłości. Mieszkaliśmy pod jednym dachem , a mimo to byliśmy sobie tak dalecy, jakbym mieszkała w innym kraju. Dla nich liczyła się tylko popularność, rodowa duma, pieniądze, wpływy, kariera, za nic mieli taką córkę jak ja. Traktującą mugolaków i zdrajców krwi jak równych sobie, zamknięta w sobie, nietowarzyską, wyśmiewaną…
- Przestań beczeć. – usłyszałam ostry głos matki. – Idź się umyć i przebrać.
Otarłam łzy. Minęła chwila słabości. Nie chciałam pokazywać rodzinie swoich uczuć. Potrafili się z nich tylko śmiać lub patrzyć na nie z zimną pogardą, nawet litością. A ja nie chciałam ich litości.
-  I pośpiesz się. Jedziemy na Pokątną. – dodała matka.
***
Kilka godzin później
Szliśmy Pokątną, matka i Draco  przodem, za nimi ja. Ulica wyglądała ponuro. Zamiast mnóstwa otwartych sklepów, tłumów i gwaru, wypełniała ją mgła i w naprędce sklecone stragany. Wiele witryn było zabitych deskami. Na każdym wolnej powierzchni wisiały ulotki z zasadami bezpieczeństwa i zdjęciami poszukiwanych śmierciożerców. Uśmiechnęłam się szyderczo. Nigdy ich nie złapią. Co bynajmniej nie poprawiało mi humoru.
Moją uwagę przyciągnął stragan z reklamą:
„Eliksiry niezbędne w niebezpieczeństwie. Trucizny, veritaserum i wiele, wiele innych.”
Zawsze fascynowały mnie eliksiry, wiec podeszłam do wystawionych wyprost na ulicy produktów. Sprzedawca, czyli podejrzanie wyglądający, cuchnący czarodziej zapytał mnie:
-  Co panienka sobie życzy?
Już miałam odpowiedzieć, że się tylko przyglądam, gdy zauważyłam małą fiolkę z czarną substancją. Nalepka głosiła:
-„Dzięki Zaklęciu Widzenia  śledź swoich wrogów! Jak w lustrze zobaczysz w tym eliksirze swoich nieprzyjaciół. Instrukcja na odwrocie.”
- Świetny wybór, panienko. – rzekł sprzedawca. – Ostatni egzemplarz. Dziesięć galeonów, poproszę.
Zdziwiło mnie, że tak mało. Pewnie był to zwykły, dorywczy handlarz, nie znał się na wartości eliksirów. Bardzo mnie zaciekawiła ta mikstura. Byłam pewna, że kiedyś się przyda. O ile nie była tandetną podróbką.
Chwilę później, ściskając eliksir w garści, dogoniłam moją rodzinę w drzwiach sklepu madame Malkin, o dziwo wciąż otwartego.  Przygotowałam się na nudne chwile dopasowywania do mnie szaty.
Gdy wreszcie zeszłam ze stolika byłam wykończona. Irytowało mnie sterczenie godzinami przed lustrem lub w sklepie z ubraniami. Miałam gdzieś modę. Wiele dziewczyn w Hogwarcie śmiało się ze mnie, gdyż  chodziłam w dżinsach, zamiast w niewygodnych sukienkach i spódnicach. Cóż, ich gust, ich sprawa. Nie przejmowałam się tym. Przynajmniej tak sobie samej wmawiałam.
Teraz Malkin wzięła w obroty Dracona. Pojękując pod ukłuciami szpilek, kłócił się z matką:
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem już dzieckiem bo jakoś tego nie dostrzegasz, mamo. SAM potrafię robić zakupy.
Madame Malkin postanowiła załagodzić kłótnię i wtrąciła;
- Ależ mój drogi, twoja matka ma rację, nikt nie chodzi dziś sam, to nie ma nic wspólnego z tym, czy jesteś dzieckiem…
-  Proszę uważać, gdzie pani wbija tę szpilkę! – odparł cienkim głosem mój braciszek.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Draco zachowywał się jak piskliwa lalusia. Wyobraziłam go sobie z loczkami i w sukience – ledwie zdusiłam śmiech.
Nagle zza wieszaków z sukniami wychynął… no któż by inny? Święta Trójca Hogwartu – Potter, Granger i Weasley.
Wielki Harry Potter mnie wkurzał. Uderzyła mu sława do głowy. Miał obsesję ratowania innych i robienia z siebie bohatera. Łatwo jest być bohaterem, gdy  zostało się wybranym przez przeznaczenie i ludzi. Znacznie trudniej jest bronić własnych przekonań wbrew całemu światu. Nie uważałam, że nie zasłużył się dla świata czarodziei, ale miał dużo szczęścia i pomocy innych, większych, lepszych od niego czarodziei. W tym jednym punkcie zgadzałam się z Czarnym Panem.
Ronald Weasley był trochę przygłupi, ale współczułam mu. Życia w cieniu Wybrańca, ubóstwa i konieczności znoszenia wieloosobowej rodziny. Wyobraziłam sobie mieszkanie z kilkoma Draconami i zrobiło mi się nieswojo.
Hermiona Granger była w porządku. Może się mądrzyła, ale miałam z nią wiele wspólnego. Też kochała książki i była najlepsza w swojej klasie. Prawdę mówiąc, zazdrościłam jej fantastycznych przygód z Potterem i Weasleyem, które zawsze kończyły się happy endem. W moim życiu tak nie było.
Dracon postanowił popisać się swoja elokwencją i marszcząc nos, powiedział, pretensjonalnie wyciągając wyrazy:
- Jeśli się zastanawiasz, co tak śmierdzi, mamo, to ci wyjaśnię, że właśnie weszła szlama.
Krew się we mnie zagotowała, ale policzyłam do dziesięciu i zacisnęłam pięści. Nie miałam zamiaru psuć sobie nerwów przez tego gnojka. Wręcz przeciwnie do Pottera i Weasleya, którzy już podnieśli różdżki i celowali w mojego brata.
- Nie sądzę, żeby trzeba było używać takiego języka! –próbowała ratować sytuację Madame Malkin. – I nie życzę sobie wyciągania różdżek w moim sklepie!
Hermiona próbowała ich powstrzymać, na co Draco zareagował szydercza wypowiedzią:
- Ja myślę, zresztą i tak byście się nie odważyli użyć czarów poza szkołą. Kto ci podbił oko, Granger? Chcę mu posłać kwiaty.
Miałam wielką ochotę się na niego rzucić.
- Dość tego! – Malkin interweniowała. – Proszę pani…
Moja matka wyłoniła się z głębi sklepu.
- Odłóżcie to.- powiedziała przez zęby do Harry’ego i Rona.  – Jeśli znowu zaatakujecie mojego syna, możecie być pewni, że będzie to ostatnia rzecz w waszym życiu.
- Naprawdę? – Potter zaczął się stawiać, jak to on. -  Zamierza pani wezwać kilku zaprzyjaźnionych śmierciożerców, żeby nas wykończyli?
Malkin pisnęła i coś wymamrotała, ale nie zwracałam na to uwagi,  skoncentrowana na konflikcie.
- Widzę , że jako pupilek Dumbledore’a masz fałszywe poczucie bezpieczeństwa, Harry Potterze. Ale Dumbledore’a może zabraknąć  i kto cię wtedy ochroni?
- Ojej . . patrzcie … jego tu nie ma! Więc czemu by nie spróbować? Może znajdą podwójną celę w Azkabanie, dla pani i pani męża?
- Nie waż się tak mówić do mojej matki! – wtrącił się Draco.
- Uspokój się, Draco.  – powstrzymała jego szlachetny zapał moja matka. –Myślę, że Potter spotka się ze swoim ukochanym Syriuszem prędzej niż ja z Lucjuszem.
- Przestańcie! – krzyknęłam. Miałam dość tej kłótni. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. Tylko Hermiona mnie poparła:
- Harry, nie! Zastanów się… nie wolno ci… wpadniesz w tarapaty…
Madame Malkin postanowiła zignorować tą sytuację i zajęła się Draconem. Ten i nie wytrzymał i z okrzykiem „matko, ja już jej nie chce!” zrzucił niedokończona szatę.
- Masz rację, Draco.  – orzekła zimno moja matka. – Teraz już wiem, że do tego sklepu przychodzą same szumowiny. Lepiej chodźmy do Twilfitta i Tattinga.
Wyszliśmy pospiesznie ze sklepu. Westchnęłam. Podobne wydarzenia często miały miejsce w Hogwarcie.
***
Prze następne półgodziny Draco przymierzał szatę, kupowaliśmy podręczniki i składniki do eliksirów. W księgarni Esy i Floresy matka spotkała swoją znajomą i wdała się z nią w rozmowę. Wzruszyłam ramionami i już miałam wyruszyć na poszukiwania podręcznika do transmutacji, gdy kątem oka zauważyłam, jak Draco wymyka się niepostrzeżenie z księgarni. Coś mnie tknęło. Nie poszedłby sobie bez konkretnego celu, i to samotnie. Postanowiłam go śledzić. Wyszłam za nim na ulicę w mgłę i przenikliwe zimno, prezent od dementorów.
Jak przewidziałam, minął bez zainteresowania sklep Weasley’ów ( mnie osobiście ten sklep bawił. Milo było oderwać się od szarej rzeczywistości, patrząc na jego witrynę). Skierował się… gdzieżby indziej… na Śmiertelny Nokturn! Moja ciekawość wzrosła. To jedna z moich uporczywych wad: wścibskość i talent do wpadania w tarapaty.
Zachowując odpowiednia odległość, podążyłam za nim w mroczną uliczkę. Kręciło się tu parę podejrzanych osób. Mocniej zacisnęłam rękę na różdżce. Tutaj miałam gdzieś Namiar.
Nagle usłyszałam głosy:
- Auu!
- Ciiicho! Patrz! On jest tu!   
Ukryłam się za jakimś budynkiem. Serce biło mi w szaleńczym rytmie. Ostrożnie wychyliłam się zza rogu i … nikogo nie zobaczyłam! A przecież rozpoznałam głosy Granger i Pottera!
- „A może rzucili na siebie zaklęcie zwodzące?”
To by miało sens. Zajęłam się rozglądaniem za Draconem, uważając, by nikt mnie nie zobaczył.
Ujrzałam Dracona i pana Borgina, rozmawiających przy ladzie w sklepie „Borgin i Burkes”. Po chwili zniknęli w głębi.
Zaklęłam w myślach. Nagle przypomniałam sobie o Eliksirze Widzenia. Wyjęłam buteleczkę z torby i zapoznałam się z instrukcją.
„ Otwórz fiolkę . Patrząc na taflę  substancji pomyśl o danej osobie. Wypowiedz zaklęcie Viderum.
Proste. Zrobiłam wszystko według instrukcji, myśląc o bracie. Po chwili na lustrze eliksiru zobaczyłam Dracona, który rozmawiał z Borginem, pokazując na jakąś szafkę. Właściciel sklepu wyglądał na podenerwowanego.  W pewnym momencie mój brat podciągnął rękaw szaty, pokazując coś na prawym  ramieniu. To był czarny Mroczny Znak.
Poczułam się tak, jakbym dostała w twarz. Draco śmierciożercą? Może i był jadowitą żmiją, jednak wydawało mi się, że jest zbyt tchórzliwy, żeby pójść drogą rodziców.
Nagle sobie coś przypomniałam. W środku lata, podczas burzy, Draco z matką  zniknęli na parę godzin. Gdy wrócili, Draco sprawiał wrażenie przerażonego skazańca na śmierć. Wspomnienie utonęło w wirze szarej wakacyjnej codzienności.
Teraz już wiedziałam, gdzie się udali.
Mój brat śmierciożercą … sługą JEGO… ciężar tej wiedzy spadł na mnie jak kamień. Już nawet nie wpatrywałam się w miksturę.
Nagle zobaczyłam pod instrukcja napis drobnym druczkiem:
„Do jednorazowego użytku”
Zaklęłam pod nosem.
***
Wyobrażam sobie, co myślicie o Eve. Prolog- o, kolejna szara myszka, outsiderka. Pierwszy rozdział – oj, trudny charakter, nie ma co ;). A tak serio: średnio podoba mi się ten rozdział, najbardziej pierwsza scena. Kłótnie Dracona i Eveline rządzą, nie sądzicie? Eveline jest zbyt pretensjonalna, ale wybaczcie. Dopiero zaznajamiam się z tą bohaterką i staram się wyraziście kreować jej charakter.

sobota, 3 listopada 2012

Prolog

Witam na blogu mojej przyjaciółki. Ona pisze zajebiście, więc czytajcie, moi mili. Jest to opowieść o siostrze Dracona, ff do znanej i lubianej serii o przygodach Harrego Pottera. Życzę wam miłej lektury.
Mistrzyni M

Witam na moim blogu. Nie odpowiadam za cosplay i to co znajduje się na moim profilu (cospleye są zajebiste, a to co na moim profilu to najprawdziwsza prawda). To będzie bardziej powieść psychologiczna niż ff. Także zapraszam was do lektury
Arwen



Prolog
( Christina Perri „The Lonely”)
Czy wiesz, jak to jest, gdy przez całe twoje życie musisz robić coś wbrew sobie?
Jak to jest być marionetką?
Jak to jest, gdy ktoś planuje ci życie?
Czy kiedykolwiek za wszelką cenę próbowałeś się komuś przypodobać, a on Tobą pogardzał?
Czy kiedykolwiek usłyszałeś że jesteś inny, dziwny, nudny?
Jeśli tak, to witaj w klubie.
Dwie dziewczynki bawiły się piłką na placu zabaw. W powietrzu dźwięczał ich wesoły śmiech. Wiatr i ruch rozwiewał im włosy: jednej burzę kasztanowych loków, drugiej krótkie, proste blond włosy.
Nagle na plac zabaw weszli mężczyzna, kobieta i chłopiec. Wyniosła, zimna dama zbliżyła się do blondwłosej dziewczynki i powiedziała znudzonym, nieprzyjemnym głosem:
- Chodź, Eveline, czas na nas.
- Ale mamo… - próbowała protestować dziewczynka, ale matka jej przerwała:
- Bez dyskusji. Idziemy. Lucjuszu, Draconie wracamy do domu.
Po chwili znaleźli się już za furtką. Mężczyzna zapytał Eveline:
- Co to za dziewczyna, z która się bawiłaś?
- To Helene McDonald.
- Hmm. – Lucjusz zmarszczył brwi. – Jej rodzice są czarodziejami?
- Jej tata jest księgarzem, a mama nauczycielką. Dlaczego pytasz, tatusiu? – zapytała naiwnie, spoglądając na ojca jasnozielonymi oczami zza wachlarza rzęs.
- A więc to mugolka. –rzekł nie zważając na pytanie córki. – Eve, zakazuje ci się z nią spotykać.
- Dlaczego? – zapytała płaczliwie Eveline. – Jest miła i grzeczna.
- Nie w tym rzecz. Ona nie ma magicznych możliwości. Nie równa się z nami. To nie jest towarzystwo dla ciebie. – ton mężczyzny był surowy.
Eve ostatni raz popatrzyła na stojąca samotnie Helene i przełykając łzy odpowiedziała:
- Oczywiście, ojcze.
***
Grupa dzieci stała na środku ogromnej sali, oświetlonej milionami świec. Nad ich głowami zdawało się otwierać czarne niebo usiane gwiazdami. W pomieszczeniu znajdowały się cztery stoły wypełnione dziećmi i młodzieżą w czarnych strojach oraz  jeden, przy którym siedzieli dorośli. Wysoka, szczupła dziewczynka o jasnozielonych oczach i lśniących w blasku świec blond włosach do ramion stojąca na szarym końcu ogonka swoich rówieśników, rozglądała się niepewnie po Sali.
Przed stołem naprzeciwko wejścia stała chuda, wysoka czarownica, wyglądająca na surową i wyczytywała alfabetycznie imiona i nazwiska. Jej głos, mimo, że nie mówiła głośno, był słyszalny w całej sali, gdyż panowało tu milczenie. W końcu rozległo się:
- Malfoy, Eveline!
Teraz rozległy się szepty, w większości nieprzyjazne. Dziewczynka pobladła jeszcze bardziej i ruszyła w kierunku stolika, na którym leżała stara, wyświechtana tiara. Eveline wyraźnie się skrzywiła, zakładając ja. Gdy tylko to zrobiła, usłyszała w głowie głos, mówiący:
- No, kolejne dziecko Malfoyów! Nie ma się nad czym zastanawiać, SLYTHERIN!
Dziewczynka na chwiejnych nogach ruszyła kierunku zielono – srebrnego stołu, ocierając łzy. Wiedziała, że tak się najprawdopodobniej stanie, lecz i tak nie była przygotowana na taki wybór Tiary Przydziału. Wybór, który skazywał ją na lata niechcianego towarzystwa i stereotypu typowej Ślizgonki. Wybór wbrew jej woli.
***
Pięć dziewczyn w czarnych szatach z zielono – srebrnymi naszywkami na piersiach szło przez korytarz pogrążony w półmroku. Nagle jedna z nich, blondynka o zielonych oczach zatrzymała i powiedziała:
- Musze iść do łazienki. Poczekacie?
-Dobra. – odpowiedziały pozostałe.
Po chwili znalazły się w łazience dla dziewczyn. Blondynka weszła do kabiny. Reszta zaczęła rozmowę głośnym szeptem. Jedna z nich powiedziała do pozostałych:
- Nie uważacie, że ta Eve Malfoy jest trochę dziwna? Zakuwa prawie przez cały czas, nie uczestniczy prawie w życiu towarzyskim, nie bawią jej dowcipy Dracona. Coś mi się wydaje, że bardziej nadawałaby się na Gryfonkę albo Krukonkę. Nie pasuje do nas. Jest taka czarną owcą, kapujecie?
I zaczęły się piskliwie śmiać.
Nagle z kabiny wypadła jasnowłosa. Jej twarz była cała we łzach . Krzyknęła, szlochając;
- Same jesteście dziwne! Potraficie tylko wyśmiewać się ze słabszych i podlizywać mojemu kochanemu braciszkowi! Wredne żmije! Nie chce was znać!
I wybiegła z łazienki, trzaskając drzwiami…
Świat nie jest sprawiedliwy.
Liczą się tu tylko władza, pieniądze i prestiż.
Słabsi są bezlitośnie eliminowani.
Życie to nie bajka.
Tylko w filmach pojawiają się rycerze na białych rumakach.
Żeby przetrwać, trzeba być silnym.
„Tylko słabi nie są samotni.”*
*cytat z piosenki Nightwisha „Slow, love, slow”