niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 2

Wiem, że tego teraz nikt nie przeczyta, nie w Święta, ale potem będę miała utrudniony dostęp do komputera (horda kuzynów na głowie), więc publikuję teraz. Enjoy!

Rozdział 2
Błyskawica
Otworzyłam drzwi i usiadłam przy oknie z westchnieniem ulgi. Nareszcie udało mi się znaleźć pusty przedział! Od razu wyciągnęłam nowy podręcznik do eliksirów i zaczęłam czytać. Nie mogłam się jednak skupić, więc odłożyłam książkę  i wpatrzyłam się w migający za oknem krajobraz pól, pastwisk, wsi i wzgórz.
Jechałam do Hogwartu, by zacząć bardzo ważny, piąty rok nauki. Pod koniec czekały mnie SUM-y. Musiała dostać przynajmniej sześć „wybitnych”, inaczej matka chyba wywaliłaby mnie  z domu. Prawdę mówiąc, nie miałam pomysłu na życie po zaliczeniu owutemów. Chciałabym pracować wszędzie, tylko nie w ministerstwie, najlepiej na posadzie związanej z eliksirami albo transmutacją.
Nie wiedziałam, czy cieszę się z powrotu do Hogwartu. Z jednej strony miałam dość spotykania mojego brata na każdym kroku, wyniosłości mojej matki  i nudnych przyjęć rodzinnych. Hogwart był magicznym miejscem, które pokochałam od pierwszego wejrzenia. Jednak były tam też osoby, które mnie nie znosiły (Ślizgoni), które od mojego pojawienia się w Szkole Magii wepchnęły mnie do szufladki z napisem „Malfoy, wredna żmija” (Gryfoni) i traktowali z uprzejma, nieco zdziwioną obojętnością (Puchoni i Krukoni). Dziewczyny z mojego pokoju przy każdej okazji wyśmiewały się ze mnie. Wiecznie słyszałam złośliwe szepty na swój temat, a nawet głośne rozmowy w pokoju wspólnym. W złych chwilach rzucałam się w wir nauki, zaciskając zęby, ale to nie zawsze pomagało…
Po prawdzie znałam kilka osób, które mnie lubiły. Pani Pince podzielała moje zamiłowanie do książek i zawsze służyła mi radą, ale to nie była nawet dobra znajoma. Mimo wszystko – to była nauczycielka. Wśród nich wielu traktowało mnie przyjaźnie. Tak naprawdę moją jedyną przyjaciółką była moja babcia. Zawsze mnie rozumiała, akceptowała moją inność. Mogłam jej powiedzieć o wszystkim: o nauce, wyśmiewających się ze mnie Ślizgonkach i innych zmartwieniach. Zawsze potrafiła mi dobrze doradzić.  Była kopalnią wiedzy, pamiętała setki interesujących historii. Zmarła kilka lat temu. Dobrze to pamiętałam: szok, potem ciężar w piersi  i łzy, które nie chciały przestać płynąć. Czerń i nieruchome ciało babci, jej spokojna twarz. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że może warto byłoby umrzeć  i wyzbyć się wszystkich trosk…
Mimo samotności byłabym dosyć zadowolona  z życia, gdyby nie Czarny Pan. Uczyłabym się interesujących rzeczy o magii, odkrywała tajemnice Hogwartu, zatapiałabym się w różnych książkowych historiach. Nawet taka namiastka szczęścia nie była mi dana. Dlatego, że moi rodzice byli śmierciożercami.
Zastanawiałam się nad tym, że Draco jest śmierciożercą. Nie mogłam się temu nadziwić. Szesnastolatek sługą czarnego Pana? Po co? Czyżby miał do spełnienia jakąś misję w Hogwarcie? Zadrżałam. Byłam obciążona odpowiedzialnością za jego czyny, gdyż byłam członkinią rodu Malfoyów. Mimo, że był ode mnie starszy, rodzina uważała, że jestem od niego dojrzalsza. Zgadzałam się z tym. Oczywiście nie mogłam tak prostu na niego donieść. To był mój brat. Poza tym jeszcze większe podejrzenie padłoby na nasz ród. Już aresztowanie mojego ojca chyba wystarczało. Postanowiłam, że będę go pilnować. Jeśli ma zamiar zrobić coś niebezpiecznego, spróbuję go powstrzymać. Oczywiście nie wiedziałam o żadnym zadaniu od Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Moja matka i on mi nie ufali. Dość słusznie zresztą.
W moich oczach wezbrały mi się łzy. Dlaczego?! Dlaczego urodziłam się w tej rodzinie? Dlaczego nigdy tak naprawdę nie miałam wolności wyboru co do moich przekonań?! Czy to sprawiedliwe?!
Nadjechał wózek ze słodyczami. Kupiłam sobie pudełko czekoladowych żab, fasolki wszystkich smaków, paszteciki dyniowe i pałki lukrecjowe. Pogryzając to wszytko, zagłębiłam się w lekturze podręcznika do transmutacji. Był naprawdę fascynujący! Już nie mogłam się doczekać zaklęć: pojawiającego i znikającego!
*
W pewnym momencie (krajobraz za oknem wyraźnie zdziczał, robiło się coraz ciemniej) usłyszałam jakiś hałas i przekleństwo. Usłyszałam głos mojego brata. No tak, musiałam usiąść  w przedziale obok niego i jego kumpli. Zaczęłam przysłuchiwać się ich rozmowie.
Draco: - Ej Zabini, to czego chciał ten Slughorn?
Jaki Slughorn? – pomyślałam.
Blaise:  - Po prostu próbował urobić sobie ludzi, którzy mają dobre znajomości. Ale wielu takich nie znalazł.
Draco: - Kogo jeszcze zaprosił?
Zabini: - Mc Laggena z Gryffindoru.
Malfoy:  - No tak, jego wujek to szycha  w ministerstwie.
Blaise: - …i takiego jednego z Ravenclawu, nazywa się Belby…
Parkinson: - Jego? Przecież to palant!
Zabini: - …i Longbottoma, Pottera, i te siuśkę Weasley.
Draco (wzburzony): - Zaprosił LONGBOTTOMA?
Westchnęłam cicho.
Blaise: - No, chyba tak, skoro Longbottom tam był.
Malfoy: - Ale co Slughorna w nim zainteresowało?
Milczenie.
Draco: Potter, ten słynny Potter… No tak, chciał sobie popatrzeć na Wybrańca, ale ta Weasley! Co w niej jest takiego wyjątkowego?
Parkinson: - Wielu chłopakom się podoba. Ej, Blaise, tobie też, a wszyscy wiemy, że ciebie trudno zadowolić!
Zabini (pogardliwie, zimno): - Nie dotknąłbym tej małej, plugawej zdrajczyni krwi, choćby nie wiem jak wyglądała.
Zazgrzytałam zębami. Ginny była w porządku, tylko nie rozumiałam, jak można zakochać się w Wybrańcu. Wiedziała o tej miłości cała szkoła. Oczywiście oprócz samego Pottera.
Malfoy: - Fakt, Slughorn nie ma najlepszego gustu. Może trochę dziecinnieje. Szkoda, mój ojciec zawsze mówił, że za jego czasu to był wielki czarodziej. Ojciec należał do jego ulubieńców. Slughorn pewnie nie wiedział, że jestem w pociągu albo..
O co tu biega? Ten Slughorn tworzy sobie jakiś fanklub czy co?
Blaise: - Na twoim miejscu nie liczyłbym na zaproszenie. Zapytał mnie o ojca Notta. Musieli się kiedyś przyjaźnić, ale…
Przestałam ich słuchać. Czas było się przebierać. Po chwili usłyszałam zresztą ruch w ich przedziale. Pociąg stanął. Korytarze wypełniły się uczniami. Już miałam wyjść z przedziału, gdy usłyszałam, jak Draco mówi:
- Ty idź. Muszę coś sprawdzić.
Po chwili na korytarzu pojawiła się samotnie Pansy.
Po co mój brat miałby zostawać dłużej w swoim przedziale? Postanowiłam się przekonać.
Po chwili ciszy usłyszałam:
- Petrificus Totalus!
Zamurowało mnie. Na kim użył tego zaklęcia?
- Tak myślałem. Usłyszałem cię, jak Goyle ściągał kufer. I chyba zobaczyłem, jak coś białego mignęło mi w powietrzu, kiedy wrócił Zabini… To ty zablokowałeś drzwi, kiedy Zabini chciał je zamknąć, tak?
Milczenie.
Cichy chrupot.
- To za mojego ojca. A teraz…
Szelest jakiegoś materiału.
- Myślę, że nikt cie nie znajdzie, póki pociąg nie wróci do Londynu. No, to do zobaczenia, Potter, chyba.. żebyśmy się już nie zobaczyli.
Trzasnęły drzwi i Draco przeszedł obok mojego przedziału.
Miałam kilka sekund na zastanowienie, inaczej sama pojechałabym do Londynu. Miałam złośliwą i niezbyt szlachetną ochotę zostawić tu tego zadufka Pottera, ale podjęłam inną decyzję.
Wyszłam z przedziału i skierowałam się do sąsiedniego. Otworzyłam drzwi i … nikogo nie zobaczyłam! Jak to możliwe?
„Może rzucił na niego zaklęcie zwodzące. Ale … szelest.. może zarzucił na niego pelerynę – niewidkę?” – pomyślałam.
Uklękłam i pomacałam ręką dookoła. Udało mi się chwycić za rąbek materiału. Pociągnęłam za niego i zobaczyłam spetryfikowanego Pottera ze złamanym nosem.
Westchnęłam. Wyszeptałam przeciwzaklęcie na pełne porażenie ciała i naprawiłam mu nos.
Na jego twarzy odmalowało się zdumienie i zapytał:
- Malfoy?           
- Tak, Potter, Malfoy. – odparłam sarkastycznie.- Chodź. Musimy wyjść szybko z pociągu, inaczej…
Poczułam, jak Expresu Hogwart zaczyna ruszać.
- Szybko! – krzyknęłam.
Pognaliśmy do wyjścia i w ostatniej chwili wyskoczyliśmy w noc.
Udało mi się zachować równowagę., w przeciwieństwie do Pottera. Cierpliwie, lecz pogardliwie poczekałam, aż się podniesie i otrzepie. Kiedy stanął na nogi, oznajmiłam;
- Chodźmy. Może jeszcze zdążymy na ucztę.
Ruszył za mną posłusznie. Najwyraźniej był  w szoku. Mijaliśmy w milczeniu zanurzone w mroku ogródki i domki. Gdy minęliśmy ostatnie zabudowania i powlekliśmy się  błotnistą drogą, która zwykle jeździliśmy do Hogwartu powozami zaprzęgniętymi w testrale, odezwał się niepewnie:
- Jesteś Malfoy’ówną, jego siostrą, dlaczego mi pomogłaś?
Noż po prostu! Miałam już tego dosyć! Wyładowałam na niego całą moją złość:
- Oczywiście! Każdy, kto nazywa się Malfoy musi być wredny, tak? Każda Ślizgonka musi być jadowitą żmiją, co nie? No a Gryfoni to są idealni, szlachetni, bez żadnej skazy, prawda? Jakżeby inaczej! Nienawidzę tych stereotypów! To nie moja wina, że urodziłam się w akurat tej rodzinie! Ale to nikogo nie obchodzi! Ważne jest tylko nazwisko i wybór zakichanej Tiary Przydziału, która też obchodziło w tej decyzji tylko moje pochodzenie!
- Myślałem, że …no wiesz, geny… poza tym, rodzinna solidarność….
- Myślałeś! Wielki Potter POMYŚLAŁ! Jesteś taki wkurzający! Wielki bohater! Och, cóż za łaska rozmawiać z Wybrańcem! Masz obsesję na punkcie ratowania świata! Nie jest trudno być bohaterem, jeśli sam Czarny Pan przeznaczenie, ludzie cię wybierają! O wiele trudniej jest działać zgodnie z sobą wbrew całemu świata!
- Słuchaj i spróbuj zrozumieć. – powiedział cicho. -  Nie prosiłem o to, by Voldemort zabił moich rodziców. Często tęsknię za tym, żeby być zwykłym nastolatkiem. Sława jest nużąca. Świat ratuję nie dla sławy czy własnej satysfakcji, tylko po prostu z obowiązku. Męczącego obowiązku. Dopóki go nie zabiję, będę zawsze samotny.
Zamilkłam. Czułam się trochę głupio. Może on mówi prawdę? Może ja się uprzedziłam? Może ja mu po prostu zazdroszczę?
- Wiesz, ja też jestem samotna. Wiem, co to znaczy. Jednak wydaje mi się to trochę dziwne… sławny, a jednocześnie sam…
- Nigdy nie byłaś w tej sytuacji. Nie wiesz, jak to jest. – odparł  z goryczą.
- No nie. – przyznałam. – I, prawdę mówiąc, fajnie by było wiedzieć.
Byliśmy już  w połowie drogi przez błonia Hogwartu, gdy zobaczyłam ciemną postać zmierzającą w naszym kierunku. Zacisnęłam dłoń na różdżce, ale się nie odezwałam. Potter też ją zauważył, bo zesztywniał. Kiedy byliśmy już blisko zakapturzonej osoby, zawołałam:
- Kim jesteś? Czego chcesz?
Na te słowa postać zrzuciła kaptur i zapaliła różdżkę. W jej mlecznym świetle ujrzałam twarz kobiety o krótkich, różowych (!) włosach. Potter najwyraźniej ją znał, bo wykrzyknął:
- Tonks!
- Co się stało, Harry? Kto to jest? – zapytała, patrząc na mnie nieufnie.
-  Podsłuchiwałem Malfoy’a, on mnie nakrył i zaatakował. Pomogła mi ona,  jego siostra. Inaczej pojechałbym do Londynu spetryfikowany pod peleryną – niewidką.
- Jestem Eveline Malfoy, młodsza siostra Dracona. – rzuciłam.
- Miałam za zadanie sprawdzić ,co się stało, gdy nie pojawiłeś się na uczcie. Dziękuję za pomoc, panno Malfoy. Musze wysłać wiadomość do zamku, że cie  znalazłam i wszystko jest w porządku.
Wyciągnęła różdżkę i powiedziała;
- Expecto Patronum!
Przed nimi pojawił się jakiś srebrzysty czworonóg, który pobiegł  w kierunku szkoły.
- No to idziemy. – powiedziała beznamiętnie. Wyglądała mizernie, jakby traciła chęć do życia.
Ruszyliśmy za nią do bramy Hogwartu. Kiedy Tonks  w nią zastukała , szepnęłam:
- Rozejm?
- Dobra, zawieszenie broni. – zgodził się, pierwszy raz się uśmiechając.- Oby nasze ścieżki kiedyś  jeszcze się skrzyżowały.
- Ten ostatni tekst to z jakiejś indiańskiej książki?
- Zapewne.
Zaśmialiśmy się cicho.
***
Wpakowałam w siebie wielki kawał ciasta z bitą śmietaną i popiłam sokiem dyniowym.
 - „To jest życie” – pomyślałam, rozciągając się wygodnie na krześle. Obok mnie nikt nie siedział. Nikt nie chciał mieć ze mną, nudna, nietowarzyską, nieprzyjemną osobą do czynienia. Kiedyś cierpiałam z tego powodu. Teraz miałam to gdzieś. Wolałam tu zostać niż iść do przeludnionego dormitorium i być przeszywana dziesiątkami ukradkowych spojrzeń, albo do swojego pokoju, które dzieliłam z rozchichotanymi idiotkami.
Dumbledore zaczął przemawiać, ale nie miałam siły i ochoty go słuchać. Załapałam tylko, że Slughorn to nowy nauczyciel od eliksirów, a OPCM będzie uczył Snape. Dziwne. Nie wiedziałam tego na pewno, ale Snape mógł być śmierciożercą. Dumbledore zatrudniający na takim stanowisku byłego (?) sługę Czarnego Pana? Podejrzane.
Po sprawach organizacyjnych dyrektor przeszedł do ostrzeżenia nas przed Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Na Sali zapadła cisza. Tym razem słuchałam go uważniej. Poprosił o zachowanie środków ostrożności i bezpieczeństwa.
Nagle wrota w Wielkiej Sali otworzyły się. Tysiące oczu zwróciło się w tamtą stronę. Ja też tam spojrzałam. Na progu stali profesor McGonnagal i chłopak w czarnej pelerynie. Ruszyli środkiem Sali. Wszyscy oglądali się za chłopakiem.
Pomimo, że był w pelerynie, widać było, że jest dobrze zbudowany i dość wysoki. Miał bladą, białą jak kość słoniowa karnację i piękne, płynne rysy twarzy. Jego aksamitnie czarne, falujące włosy do ramion lśniły w blasku tysięcy świec. W pewnym momencie spojrzał na mnie. Na ułamek sekundy zatonęłam w jego pięknych, hipnotyzujących, szarych, mających w sobie jakby światło błyskawicy oczach. Minął mnie. Otrząsnęłam się natychmiast. Po Sali przetoczyły się westchnienia zachwytu dziewcząt. Chłopcy nie byli tak zadowoleni z przybycia chłopaka.
- „Nie obchodzą mnie macho i flirciarze”. – powiedziałam sobie stanowczo.
Profesor Dumbledore wstał i oznajmił:
- To wasz nowy kolega, Ariel Alexander Stormynight*. Ma 15 lat. Dotąd uczył się prywatnie, w domu. Od dziś będzie uczniem Hogwartu na piątym roku.
(Większość dziewczyn starszych lub młodszych od niego jęknęło.)
- Teraz odbędzie się jego Przydział do domu.
Nowy usiadł na stołku i profesor McGonnagal nałożyła na jego głowę Tiarę Przydziału. Po chwili ciszy stary kapelusz (nie darzyłam go wielkim szacunkiem)  wykrzyknął:
- Slytherin!
Nie mogłam nie przyznać, że jakaś część mnie cieszyła się z tego wyboru Tiary…
*wiem, że Ariel kojarzy się  z Małą Syrenką, ale ja lubię to imię.  Kojarzy mi się z Arielem z „Burzy” Szekspira. Poza tym pasuje do jego burzowego nazwiska (Burzowa Noc), gdyż oznacza ogień boży, a błyskawice były uważane za karę bożą. Alexandrem nazwałam go dla tych, którym Ariel nie pasuje.
***
A więc nareszcie! Kłótnia z  Potterem (ach, jaki on jest wkurzający!) i przybycie Ariela. Jak się domyślacie, będzie on bardzo ważny w tym opowiadaniu… Podsumowując: myślę, ze ten rozdział mi się udał. A Wy, co sądzicie?
P.S. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak nie cierpię Pottera. W sumie nie wiem, ale mam taką fazę, że mam dosyć wybrańców, którzy po raz enty ratują świat. Harry raczej taki nie jest, ale co ja mogę poradzić na to, co mi się ubzdura?

poniedziałek, 17 grudnia 2012

A poza Hogwartem...



Zostałam otagowena przez Myksę z bloga: horacjo-gilbert-yaoi.blogspot.com. Polega to na tym, że dany blogowicz (Myksa) zostaje nominowany do Liebster award, czyli nominacji za "dobrze wykonaną robotę". Taki nominowany blogowicz musi odpowiedzieć na 11 pytań i przekazać innym, wybranym blogowiczom swoje pytania. Myksa wybrała miedzy innymi mnie.
 Do rzeczy. Pytania Myksy:
1.Lubisz mangę i anime?
2. Jaka jest twoja ulubiona manga/anime?
3. Co podoba Ci się w moim blogu?
4. Opisz swoją ulubioną, wymyśloną przez siebie postać.
5. Ulubiona książka z dzieciństwa
6. Piosenka, która wzrusza Cię do łez
7. Co byś zrobił/a gdyby okazało się, że nagle zmieniłaś/eś płeć?
8. Co byś zrobił/a, gdyby przed twoim domu spadł meteoryt?
9. Jak tam twoje przygotowania do apokalipsy? ;)
10. Jak tam twoje oceny? :P
11. Czy gdybyś żył/a w średniowieczu, obawiał/abyś się, że wioska wyda Cię na pożarcie smokowi? o,o
Moje odpowiedzi:
1.Tak.
2. Oczywiście Kuroshitsuji. A szczególnie pierwsza seria. Sebastian rządzi!
3.  Nie przepadam za związkami męsko – męskimi, ale lubię Twój humor, bohaterów i ich sytuacje życiową (tak, ja też lubię zamęczać swoich bohaterów. Choć rzadko ich zabijam.)
4. Eveline Malfoy to niekanoniczna siostra Dracona Malfoy’a. Jest czarną owcą w rodzinie i outsiderką. Lubi czytać i uczyć się, lecz nie jest szarą myszką ani kujonką. Jest twarda i ma cięty język. Jej zaletami jest obowiązkowość i pracowitość, a wadami przesadna nieufność i zamknięcie się w sobie. Boi się i wstydzi swoich uczuć. Aż do piątego roku nauki w Hogwarcie nie miała prawdziwego/ej przyjaciela/przyjaciółki. Nie lubi swojego brata, ale czuje się za niego odpowiedzialna.
5. „Kubuś Puchatek”, a co? Polubiłam chyba już na całe życie melancholijnego Kłapoucha i apodyktycznego  Królika, oraz nierozłączną parę: tchórzliwego Prosiaczka i przyjacielskiego Kubusia. Tekstów tego ostatniego nie powstydziłby się żaden filozof.;)
6. No aż do łez to nie znam żadnej, ale zawsze wzruszało mnie „May it be” Enyi, „Pippin’s song”, „Now we are free” – soundtrack „Gladiatora” i niedawno odkryta „In Noctem” Nicholasa Hoopera (link do soundtracku z HP6 tutaj -(http://www.youtube.com/watch?v=8Ro-vL4KLDY)
7. Dziwne pytanie.. .A orientację też? O Boże… Na pewno nie byłabym  z tego zadowolona: wolę być dziewczyną.
8. Najpierw zaczęłabym wrzeszczeć albo histerycznie się śmiać, a potem zrobiłabym coś głupiego. Na pewno chciałabym go obejrzeć z bliska. Pewnie zmartwiłabym się o to, co będzie z trawnikiem  i ogródkiem. No i upewniłabym się,czy nikomu nic się nie stało.
9. Nie wierzę w apokalipsę, a na pewno nie w tym roku. Myślę, że po prostu ludzie wyczerpią zasoby naturalne Ziemi  i przeniosą się na inną planetę albo zginą.
10. Nie będę miała żadnej trójki na semestr! HA! Średnią ocen na semsetr mam mniej wiecej 4,5.
11. Raczej tak, choć aż tak bardzo to nie, gdyż smoki zjadały chyba tylko piękne panny, nie? ;)
Moje pytania:
1.      Jaka jest Twoja ulubiona książka (ew. saga)?
2.      Jaki jest Twój ulubiony/y piosenkarz/zespół lub piosenkarka?
3.      Twoja ulubiona postać z Harry’ego Pottera?
4.      Jaka książka Ci się NIE podobała?
5.      Czego nigdy nie zrobiłbyś/abyś publicznie?
6.      Gdzie chciałbyś/abyś pojechać, jakie miejsce zwiedzić?
7.      Czy uważasz, że „Romeo i Julia” Szekspira to tekst ponadczasowy?
8.      Twoje ulubione zwierzę to…?
9.      Jaka jest Twoje ulubiona potrawa?
10.  Jaka jest Twoja ulubiona pora roku? (jeśli nie masz takiej, napisz, co w której lubisz)
11.  Dlaczego piszesz/ prowadzisz bloga? Kto Cię inspiruje?
Mam tylko kilka osób, które chciałabym o to spytać ( i do tego niektóre nie czytają mojego bloga), wiec wszyscy, którzy to czytają, mogą odpowiadać.
1.      Shady Blade (http://black--steed.blogspot.com)
A teraz taki dziwny bonus. Uczęszczam na dziennikarstwo i ostatnio oglądaliśmy taką reklamę społeczną: http://www.youtube.com/watch?v=8kOuhPv5Yqk. Miała to chyba być reklama przestrzegająca przed głupim zachowaniem w metrze, a wyszedł nieco psychodeliczny poradnik dla samobójców z pogodną muzyczką ;). No i jest przydatny dla kogoś, kto chce się pozbyć niewygodnego bohatera.
Pozdrawiam
Arwen
P. S. Kiedy chcecie, żeby był 2 rozdział? Nie o to chodzi, że nie nadążam z pisaniem,  ja już mam 7 rozdziałów prawie gotowych, ale chcę sobie dać czas na dalsze tworzenie. Oddaję Wam głos.

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 1



Przepraszam za opóźnienie. Sama musiałam dodać tego posta, bo moja beta nie raczyła sprawdzić poczty (Myksa, zamorduję;). No wiec.. skoro już powstał wstęp, to należałoby coś sensownego napisać... hmmm... Enjoy!;) 

Rozdział 1
 Cień

Chlust! Struga czegoś płynnego i lepkiego wylądowała mi na głowie. Na wpół śpiąca, otworzyłam oczy i … zmartwiałam. Mój pokój zamiast zielono – fioletowy był zielono – srebrny!
Z mojego gardła wydarł się wrzask:
- Zamorduję cię, Draco!
Wyskoczyłam z łóżka i spojrzałam w lustro. Byłam cała w zielonej farbie. Podobnie jak moja pościel.  
Gotując się ze wściekłości, wypadłam za drzwi i pobiegłam cichym, białym korytarzem. Skręciłam w lewo i wpadłam jak burza do pokoju mojego kochanego brata. Nie było go tam. Cofnęłam się i pospieszyłam dalej. Po chwili dotarłam do dużych, czarnych drzwi i bez namysłu otworzyłam je na oścież.  Wrzasnęłam:
- Gdzie jest Draco?!
W chwilę później dotarło do mnie, że jestem cała zielona, a w salonie siedzą moja matka i profesor Snape.
Moja matka powiedziała lodowato zimnym głosem:
- Draco jest w kuchni. Na marginesie może lepiej najpierw się sobą zajmij.
Snape posłał w moją stronę  kpiący uśmieszek.
Nieco uspokojona i speszona incydentem w salonie ruszyłam w stronę kuchni. Tak jak powiedziała matka, w kuchni siedział Draco i jadł śniadanie. Na mój widok roześmiał się tym swoim zimnym, krótkim śmiechem i zapytał:
- I jak ci się teraz podoba twój pokój?
- Jak śmiałeś!!!- wydarłam się.- Zniszczyłeś mi cały wystrój wnętrza!
- Nie zniszczyłem, tylko poprawiłem.
-  Zniszczyłeś!
- Poprawiłem!
- I zalałeś mnie i moje łóżko farbą!
- To był taki mały bonusik. Wyglądasz teraz bardzo … oryginalnie.
- Okropnie!
- Dzieci, co wy wyprawiacie! – do kuchni weszła matka. – Jak ty wyglądasz, Eveline!
Opadłam zrezygnowana na krzesło  i zaczęłam szlochać. Może ten incydent wydawać się komuś śmieszny, ale nie na moim miejscu. Takie zdarzenia były na porządku dziennym  w willi Malfoy’ów. Ja nienawidziłam brata, on nienawidził mnie. Według niego ja byłam kujonką siedzącą non stop z nosem w książkach, a według mnie on był jadowitą, pastwiącą się nad słabszymi żmiją. Rodzice myśleli o mnie podobnie jak mój brat. Mama uważała, że za mało dbam o swój wygląd i dumę. Ojciec otwarcie mówił, że przynoszę wstyd naszej rodzinie. W ich sercach była dla mnie tylko pogarda i zimno.  Mogłam sobie pozwolić na wszystko oprócz ich miłości. Mieszkaliśmy pod jednym dachem , a mimo to byliśmy sobie tak dalecy, jakbym mieszkała w innym kraju. Dla nich liczyła się tylko popularność, rodowa duma, pieniądze, wpływy, kariera, za nic mieli taką córkę jak ja. Traktującą mugolaków i zdrajców krwi jak równych sobie, zamknięta w sobie, nietowarzyską, wyśmiewaną…
- Przestań beczeć. – usłyszałam ostry głos matki. – Idź się umyć i przebrać.
Otarłam łzy. Minęła chwila słabości. Nie chciałam pokazywać rodzinie swoich uczuć. Potrafili się z nich tylko śmiać lub patrzyć na nie z zimną pogardą, nawet litością. A ja nie chciałam ich litości.
-  I pośpiesz się. Jedziemy na Pokątną. – dodała matka.
***
Kilka godzin później
Szliśmy Pokątną, matka i Draco  przodem, za nimi ja. Ulica wyglądała ponuro. Zamiast mnóstwa otwartych sklepów, tłumów i gwaru, wypełniała ją mgła i w naprędce sklecone stragany. Wiele witryn było zabitych deskami. Na każdym wolnej powierzchni wisiały ulotki z zasadami bezpieczeństwa i zdjęciami poszukiwanych śmierciożerców. Uśmiechnęłam się szyderczo. Nigdy ich nie złapią. Co bynajmniej nie poprawiało mi humoru.
Moją uwagę przyciągnął stragan z reklamą:
„Eliksiry niezbędne w niebezpieczeństwie. Trucizny, veritaserum i wiele, wiele innych.”
Zawsze fascynowały mnie eliksiry, wiec podeszłam do wystawionych wyprost na ulicy produktów. Sprzedawca, czyli podejrzanie wyglądający, cuchnący czarodziej zapytał mnie:
-  Co panienka sobie życzy?
Już miałam odpowiedzieć, że się tylko przyglądam, gdy zauważyłam małą fiolkę z czarną substancją. Nalepka głosiła:
-„Dzięki Zaklęciu Widzenia  śledź swoich wrogów! Jak w lustrze zobaczysz w tym eliksirze swoich nieprzyjaciół. Instrukcja na odwrocie.”
- Świetny wybór, panienko. – rzekł sprzedawca. – Ostatni egzemplarz. Dziesięć galeonów, poproszę.
Zdziwiło mnie, że tak mało. Pewnie był to zwykły, dorywczy handlarz, nie znał się na wartości eliksirów. Bardzo mnie zaciekawiła ta mikstura. Byłam pewna, że kiedyś się przyda. O ile nie była tandetną podróbką.
Chwilę później, ściskając eliksir w garści, dogoniłam moją rodzinę w drzwiach sklepu madame Malkin, o dziwo wciąż otwartego.  Przygotowałam się na nudne chwile dopasowywania do mnie szaty.
Gdy wreszcie zeszłam ze stolika byłam wykończona. Irytowało mnie sterczenie godzinami przed lustrem lub w sklepie z ubraniami. Miałam gdzieś modę. Wiele dziewczyn w Hogwarcie śmiało się ze mnie, gdyż  chodziłam w dżinsach, zamiast w niewygodnych sukienkach i spódnicach. Cóż, ich gust, ich sprawa. Nie przejmowałam się tym. Przynajmniej tak sobie samej wmawiałam.
Teraz Malkin wzięła w obroty Dracona. Pojękując pod ukłuciami szpilek, kłócił się z matką:
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem już dzieckiem bo jakoś tego nie dostrzegasz, mamo. SAM potrafię robić zakupy.
Madame Malkin postanowiła załagodzić kłótnię i wtrąciła;
- Ależ mój drogi, twoja matka ma rację, nikt nie chodzi dziś sam, to nie ma nic wspólnego z tym, czy jesteś dzieckiem…
-  Proszę uważać, gdzie pani wbija tę szpilkę! – odparł cienkim głosem mój braciszek.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Draco zachowywał się jak piskliwa lalusia. Wyobraziłam go sobie z loczkami i w sukience – ledwie zdusiłam śmiech.
Nagle zza wieszaków z sukniami wychynął… no któż by inny? Święta Trójca Hogwartu – Potter, Granger i Weasley.
Wielki Harry Potter mnie wkurzał. Uderzyła mu sława do głowy. Miał obsesję ratowania innych i robienia z siebie bohatera. Łatwo jest być bohaterem, gdy  zostało się wybranym przez przeznaczenie i ludzi. Znacznie trudniej jest bronić własnych przekonań wbrew całemu światu. Nie uważałam, że nie zasłużył się dla świata czarodziei, ale miał dużo szczęścia i pomocy innych, większych, lepszych od niego czarodziei. W tym jednym punkcie zgadzałam się z Czarnym Panem.
Ronald Weasley był trochę przygłupi, ale współczułam mu. Życia w cieniu Wybrańca, ubóstwa i konieczności znoszenia wieloosobowej rodziny. Wyobraziłam sobie mieszkanie z kilkoma Draconami i zrobiło mi się nieswojo.
Hermiona Granger była w porządku. Może się mądrzyła, ale miałam z nią wiele wspólnego. Też kochała książki i była najlepsza w swojej klasie. Prawdę mówiąc, zazdrościłam jej fantastycznych przygód z Potterem i Weasleyem, które zawsze kończyły się happy endem. W moim życiu tak nie było.
Dracon postanowił popisać się swoja elokwencją i marszcząc nos, powiedział, pretensjonalnie wyciągając wyrazy:
- Jeśli się zastanawiasz, co tak śmierdzi, mamo, to ci wyjaśnię, że właśnie weszła szlama.
Krew się we mnie zagotowała, ale policzyłam do dziesięciu i zacisnęłam pięści. Nie miałam zamiaru psuć sobie nerwów przez tego gnojka. Wręcz przeciwnie do Pottera i Weasleya, którzy już podnieśli różdżki i celowali w mojego brata.
- Nie sądzę, żeby trzeba było używać takiego języka! –próbowała ratować sytuację Madame Malkin. – I nie życzę sobie wyciągania różdżek w moim sklepie!
Hermiona próbowała ich powstrzymać, na co Draco zareagował szydercza wypowiedzią:
- Ja myślę, zresztą i tak byście się nie odważyli użyć czarów poza szkołą. Kto ci podbił oko, Granger? Chcę mu posłać kwiaty.
Miałam wielką ochotę się na niego rzucić.
- Dość tego! – Malkin interweniowała. – Proszę pani…
Moja matka wyłoniła się z głębi sklepu.
- Odłóżcie to.- powiedziała przez zęby do Harry’ego i Rona.  – Jeśli znowu zaatakujecie mojego syna, możecie być pewni, że będzie to ostatnia rzecz w waszym życiu.
- Naprawdę? – Potter zaczął się stawiać, jak to on. -  Zamierza pani wezwać kilku zaprzyjaźnionych śmierciożerców, żeby nas wykończyli?
Malkin pisnęła i coś wymamrotała, ale nie zwracałam na to uwagi,  skoncentrowana na konflikcie.
- Widzę , że jako pupilek Dumbledore’a masz fałszywe poczucie bezpieczeństwa, Harry Potterze. Ale Dumbledore’a może zabraknąć  i kto cię wtedy ochroni?
- Ojej . . patrzcie … jego tu nie ma! Więc czemu by nie spróbować? Może znajdą podwójną celę w Azkabanie, dla pani i pani męża?
- Nie waż się tak mówić do mojej matki! – wtrącił się Draco.
- Uspokój się, Draco.  – powstrzymała jego szlachetny zapał moja matka. –Myślę, że Potter spotka się ze swoim ukochanym Syriuszem prędzej niż ja z Lucjuszem.
- Przestańcie! – krzyknęłam. Miałam dość tej kłótni. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. Tylko Hermiona mnie poparła:
- Harry, nie! Zastanów się… nie wolno ci… wpadniesz w tarapaty…
Madame Malkin postanowiła zignorować tą sytuację i zajęła się Draconem. Ten i nie wytrzymał i z okrzykiem „matko, ja już jej nie chce!” zrzucił niedokończona szatę.
- Masz rację, Draco.  – orzekła zimno moja matka. – Teraz już wiem, że do tego sklepu przychodzą same szumowiny. Lepiej chodźmy do Twilfitta i Tattinga.
Wyszliśmy pospiesznie ze sklepu. Westchnęłam. Podobne wydarzenia często miały miejsce w Hogwarcie.
***
Prze następne półgodziny Draco przymierzał szatę, kupowaliśmy podręczniki i składniki do eliksirów. W księgarni Esy i Floresy matka spotkała swoją znajomą i wdała się z nią w rozmowę. Wzruszyłam ramionami i już miałam wyruszyć na poszukiwania podręcznika do transmutacji, gdy kątem oka zauważyłam, jak Draco wymyka się niepostrzeżenie z księgarni. Coś mnie tknęło. Nie poszedłby sobie bez konkretnego celu, i to samotnie. Postanowiłam go śledzić. Wyszłam za nim na ulicę w mgłę i przenikliwe zimno, prezent od dementorów.
Jak przewidziałam, minął bez zainteresowania sklep Weasley’ów ( mnie osobiście ten sklep bawił. Milo było oderwać się od szarej rzeczywistości, patrząc na jego witrynę). Skierował się… gdzieżby indziej… na Śmiertelny Nokturn! Moja ciekawość wzrosła. To jedna z moich uporczywych wad: wścibskość i talent do wpadania w tarapaty.
Zachowując odpowiednia odległość, podążyłam za nim w mroczną uliczkę. Kręciło się tu parę podejrzanych osób. Mocniej zacisnęłam rękę na różdżce. Tutaj miałam gdzieś Namiar.
Nagle usłyszałam głosy:
- Auu!
- Ciiicho! Patrz! On jest tu!   
Ukryłam się za jakimś budynkiem. Serce biło mi w szaleńczym rytmie. Ostrożnie wychyliłam się zza rogu i … nikogo nie zobaczyłam! A przecież rozpoznałam głosy Granger i Pottera!
- „A może rzucili na siebie zaklęcie zwodzące?”
To by miało sens. Zajęłam się rozglądaniem za Draconem, uważając, by nikt mnie nie zobaczył.
Ujrzałam Dracona i pana Borgina, rozmawiających przy ladzie w sklepie „Borgin i Burkes”. Po chwili zniknęli w głębi.
Zaklęłam w myślach. Nagle przypomniałam sobie o Eliksirze Widzenia. Wyjęłam buteleczkę z torby i zapoznałam się z instrukcją.
„ Otwórz fiolkę . Patrząc na taflę  substancji pomyśl o danej osobie. Wypowiedz zaklęcie Viderum.
Proste. Zrobiłam wszystko według instrukcji, myśląc o bracie. Po chwili na lustrze eliksiru zobaczyłam Dracona, który rozmawiał z Borginem, pokazując na jakąś szafkę. Właściciel sklepu wyglądał na podenerwowanego.  W pewnym momencie mój brat podciągnął rękaw szaty, pokazując coś na prawym  ramieniu. To był czarny Mroczny Znak.
Poczułam się tak, jakbym dostała w twarz. Draco śmierciożercą? Może i był jadowitą żmiją, jednak wydawało mi się, że jest zbyt tchórzliwy, żeby pójść drogą rodziców.
Nagle sobie coś przypomniałam. W środku lata, podczas burzy, Draco z matką  zniknęli na parę godzin. Gdy wrócili, Draco sprawiał wrażenie przerażonego skazańca na śmierć. Wspomnienie utonęło w wirze szarej wakacyjnej codzienności.
Teraz już wiedziałam, gdzie się udali.
Mój brat śmierciożercą … sługą JEGO… ciężar tej wiedzy spadł na mnie jak kamień. Już nawet nie wpatrywałam się w miksturę.
Nagle zobaczyłam pod instrukcja napis drobnym druczkiem:
„Do jednorazowego użytku”
Zaklęłam pod nosem.
***
Wyobrażam sobie, co myślicie o Eve. Prolog- o, kolejna szara myszka, outsiderka. Pierwszy rozdział – oj, trudny charakter, nie ma co ;). A tak serio: średnio podoba mi się ten rozdział, najbardziej pierwsza scena. Kłótnie Dracona i Eveline rządzą, nie sądzicie? Eveline jest zbyt pretensjonalna, ale wybaczcie. Dopiero zaznajamiam się z tą bohaterką i staram się wyraziście kreować jej charakter.